nieczytany

to chyba już rodzaj przyzwyczajenia
miłość przecieka mi przez palce
ta którą uznałem za prawdziwą
wysuszyła owoce i odeszła
ukradła pomarańcze
i trochę słońca
nic tylko czarne niebo
i anioły w płomieniach
gdy wracam ze stacji benzynowej
urżnięty i w połowie zrównoważony
puste przystanki autobusowe
automaty do gier
babcie z pieskami
wszystko to nudniejsze niż śmierć
nic tylko ja i moje na wpół
zepsute serce
gdy wracam ze stacji benzynowej
a samotny i śmieszny świat
wlecze się za mną